miłej niedzieli!
Sunday, May 12, 2013
volcano of a girl.
Gdyby aparat nie był taki ciężki miałabym go zawsze przy sobie, bo wtedy można uchwycić chwile takie jak te poniżej. Lu z tatą siedzieli razem i się wygłupiali. Potem byliśmy w mieście i dzieci bawiły się wśród płatków kwitnących wiśni, potrząsały drzewem, żeby padał kwietny śnieg. Wtedy nie miałam czym zrobić zdjęcia, ale z drugiej strony...czasem wtedy lepiej zapamiętuje się chwilę :)
miłej niedzieli!
A.
miłej niedzieli!
Thursday, May 9, 2013
maybe california.
Niesamowite jak szybko zrobiło się zielono i kwitnąco, uwielbiam lato i późną wiosnę, bose nogi, sukienki, krótkie spodenki. Lepiej się żyje i lepiej pracuje. Czasem poważnie rozważam przeprowadzkę do cieplejszych klimatów...ale potem myślę o robalach i pająkach, wtedy już sama nie wiem:)
Teraz mąż usypia dzieci i jak zwykle zasnął (kto by nie zasnął po całym dniu, jak już się położy w ciepłym łóżeczku słuchając równego oddechu małego człowieka), ale zaraz idę go obudzić, obiecałam. Już wczoraj mieliśmy zaplanowany miły wieczór filmowy na kanapie.
Poranek mieliśmy dzisiaj wesoły, z wchodzeniem na stół i takie tam.
miłego wieczora:)
A.
Wednesday, May 8, 2013
london & nyc
Miałam tylko szybko zapłacić rachunki i odpisać na maile, a tu już jedenasta wieczorem i jeszcze Lu się obudziła i śpi mi teraz na kolanach.
Pisząc poprzedniego posta musiałam biec po aparat, bo dzieci RAZEM się bawiły, a do tego prawie zgodnie i na dodatek dezajnerskimi zabawkami z Muji, a na stole autentycznie leżała gazetka Milk;) zdjęcia idealne, a miny jakie piękne robili...
dzisiaj już wiosna, a właściwie lato, sukienki bez rajstop można nosić, kotka na stole przy wieczornym świetle mleczkiem z własnego kubeczka napoić.
Teraz spać, bo się nie wyśpimy!wy też śpijcie słodko :)
buziaki
Agata
Monday, April 29, 2013
work&sushi
Ostatnio dużo myślałam o blogu, o czym na nim pisać skoro już inaczej wygląda moje życie niż kiedy zaczęłam publikować. Nie mam tyle czasu na fotografowanie gotowania, a właściwie na samo gotowanie też nie, mało malowniczych rodzinnych momentów, a jeśli już są to nie czas na wyciąganie aparatu, o zakupach też tyle nie myślę, bo większość tygodnia spędzam w odzieży roboczej (widać na zdjęciu i fryzura też prosto z fabryki;)), nasze piękne mieszkanie zwykle wygląda jakby bomba wybuchła, ale doszłam do wniosku, że jednak nudno na pewno u nas nie jest i może by tak czasem zrobić zdjęcia tego co obecnie wypełnia mi czas. Można by pomyśleć, że sushi, ale nie, nie tylko...najczęściej pracuję projektując, drukując i jeżdżąc samochodem oraz odpisując na maile (to o wiele bardziej czasochłonne niż by się mogło wydawać i wyjątkowo niefotogeniczne). W telefonie nie mam instagramu, a to o wiele bardziej pasowałoby do naszego rytmu, tak bym sobie tylko fotki cykała i wrzucała z krótkim opisem.
Na dziś mały update, w sobotę wieczorem mieliśmy spontaniczną kolację z kuzynami i rodzeństwem. Robiłam sushi, ale Olaf był bardzo zawiedziony, bo nie było wodorostów, więc bez sensu (z resztą rzeczywiście to się nazywa nigiri, miało dziecko rację, że matka bredzi).
Poniżej moja ściana z fabryczki, tam zapisuję co jest do zrobienia i potem odhaczam. Chyba tylko po to ludzie robią listy, żeby potem z radością skreślać kolejne pozycje:) Żółte gwiazdy to materiał podczas drukowania.
Zrobiliśmy też super sesję nowej kolekcji miszkomaszko, zdjęcią będą na blogu! na razie kilka było na facebooku. W długi weekend też trochę zdjęć porobimy i tak to teraz u nas jest, dużo pracy i mało przy komputerze :)
dzieci właśnie bardzo stylowo się bawią, będzie ładny następny post;)
A.
fot.sushi: kuzyn Baret
Monday, April 8, 2013
baby girl.
Lu jako mała dzidzia nie używała smoczka, a ostatnio jak tylko jakiś znajdzie to zaraz cyk do buzi i tak biega. Dzisiaj już zdrowa i poszła do przedszkola...ze smokiem i wszystkie panie w szoku. Przejdzie jej, musimy tylko tym razem dobrze schować. Teraz zabieram się za wykroje, a wiosenna kolekcja częściowo odebrana ze szwalni, reszta w trakcie szycia, w końcu!:) Będziemy robić sesje zdjęciowe :) no i wiosna przyszła, nawet ten śnieg można przeżyć jak tak słońce świeci, ptaki śpiewają, jakieś kwiaty może zakwitną...
A.ps.maska Pchli Targ
Thursday, April 4, 2013
nie można jeść owsianki.
Lu znowu chora, a Olo w domu, bo szóstoklasiści piszą dzisiaj test, więc robię za nauczycielkę. Przerabiamy porządki i Wielkanoc i właśnie dowiedziałam się czym różni się uroczyste śniadanie od zwykłego: "są goście i nie można jeść owsianki tylko tradycyjne rzeczy"...oj tak, ile razy słyszymy, że rodzinne posiłki to okropność i potworne nudy, a kiełbaski i sałatka to prawie trucizna.
Choroba chyba powoli mija, bo mała biega z jednego końca mieszkania na drugi i daje zadyszane i osmarkane buziaki z rozwianym włosem. Może uda mi się trochę popracować w domu, ze szwalnią już się umówiłam, kwiaty na letnie wianki mamy, kartony do robienia wykrojów też. Tylko niech trochę słońca zaświeci, chociaż jeden promyczek.
Poniżej śnieżny śmingus dyngus (widać mój simnel cake, pierwszy raz piekłam i wyszło pyszne!), świąteczne kuzynki i cierpiący Olaf:)
A.
Saturday, March 30, 2013
naturalnie.
Robimy właśnie porządki, bo jutro śniadanie rodzinne u nas. Wieczorem zrobiłam z dziećmi jajka marzeń, farbowane naturalnymi barwnikami. Efekt przerósł moje oczekiwania...no może poza buraczkami, z których wcale nie wyszło nic różowego.
Niebieski: kapusta modra
fiolet: kapusta modra+buraki
czerwony, ciemno pomarańczowy: skórki od zwykłej cebuli (obrane przez Olafa i Łucję)
kawowy: kawa
niewiadomojaki z odcieniem różu: buraki
żółty: kurkuma
W torbie prezent dla Lu, najpiękniejsze gatki z Petit Bateau (w końcu otworzyli w Poznaniu:)) oraz czarny mops i malutki hipcio, zając przyniesie w nocy.
Olaf stracił obie górne jedynki i wygląda przeuroczo!
Na koniec rzadko spotykany moment, dzieci robią coś razem:) iPad łączy;)
Wesołych Świąt!
Subscribe to:
Posts (Atom)














